Sylwia Kapusta - Safi Pasta Zara Titanedi - Professional Women"s Cycling Team

Puchar Świata - GP de Plouay

Jutro dość niespodziewanie wystartuję w Pucharze Świata GP de Plouay, niepsodziewanie gdyż nie miałam jutro startować, lecz dopiero 24 sierpnia w Trophée d'Or Féminin. Jednak Alona Andruk nie czuje się zbyt dobrze i ja pojadę zamiast niej, bardzo się cieszę ponieważ już ponad  miesiąc nie startowałam i troszkę mi tego brakuje. Dłuższa przerwa dała mi czas do spokojnych i mocnych treningów, dzieki czemu czuję się dobrze na rowerku i jutro powinno być nie najgorzej. Nie wiem jakie zadania czekają na mnie jutro na wyścigu, ale postaram się pojechać najlepiej jak potrafię. Oczywiście liderką u nas jest Olga Zabelinskaya, która obecnie jest w świetnej formie, będę jej pomagać jednak wiem, że dobry wynik w tym wyścigu może mieć wpływ na wyjazd do Australii na MŚ.

Obiecuję, że powalczę o dobry wynik, runda jest ciężka, moja noga nie wiadoma do końca ale samopoczucie i wola walki jest super!!

Trzymajcie kciuki!

 

Najwazniejsza jest radosna dusza, wtedy reszta nie ma znaczenia

Witam wszystkich po dosc dlugiej przerwie... Po 3-ch tygodniach spedzonych w domu, uleczylam zarowno moja dusze, serce, no i takze kolanko po kraksie na Giro d'Italia. Ostatnimi czasy nie mialam zbytnio ochoty na rower, wszystko mi nie pasowalo, motywacja tez gdzies zanikla, potrzebowalam jakiejs zmiany, a taka byl pobyt spedzony w domu, przerwa od roweru, no i najwazniejsze czas spedzony z mezem. Wszystko to procentuje z dnia na dzien, a ja zaczynam teraz pracowac juz we Wloszech nad powrotem do formy, tym bardziej ze nie startuje Route de France, ktory ropoczyna sie dzisiaj. Po przerwie po kontuzji, nastepnie dodatkowo alergia, moze lepiej dla mnie, ze jednak nie jade tego wyscigu i moge sie spokojnie przygotowac do koncowki sezonu. W zasadzie zostalo ich zaledwie kilka: 24-28.08 Trophee d'Or we Francji, nastepnie dwa klasyki we Wloszech i 14-19.09 Giro della Toscana. No i 02.10 sa Mistrzostwa Swiata w Australii, ale czy bede miec przyjemnosc udzialu w nich, poki co jest wielka niewiadoma. Poki co skupiam sie na tym co jest tu i teraz, podchodze do wszystkiego z duza radoscia, odkrywam moja milosc do roweru chyba na nowo:)

 Pozdrowionka, Sylwia 

 

 

 

VI, VII etap i na VIII koniec

No cóż VI i VII etap jechałam zachowawczo i nawet z dnia na dzień czułam się coraz lepiej, wiec humorek tez dopisywał i wiara, że moze etap VIII lub IX uda sie pojechać swoje i powalczyc! Jednak noc po VII etapie pozbawiła mnie nadzieji, że będzie ok. Niestety, gdy już myślałam, że jest lepiej ból powrócił. Przed etapem VIII czułam, że coś jednak jest nie tak z kolankiem, Diana lowiedziała, że jak bedzie boleż to żebym  się wycofała i takiego zdania też byłam. Pojechałam pierwszy podjazd, który liczył sobie 28km i generlanie czułam się dobrze, ale jak tylko poczułam coś w kolanie wyluzowałam jednak kontynuowałam jazdę spokojniej. Pod koniec podjazdu gdy musiałam znowu w wolniejszym rytmie kręcić ból powrocił jednak silniejszy, no i podjełam decyzje: BASTA, czas powiedzieć sobie STOP! Ale serce mi krwawi, że nie jadę dalej, a co najgorsze nie moge walczyc na tak pięknych etapach górzystych, jak wczoraj, czy dzisiaj, z Livingo do Stelvio:( Jednego jestem pewna, że moje serce zawsze bedzie wśród wysokich gór, teraz muszę się skoncentrować na szybkiej regeneracji kolana i przygotować się do kolejnej cześci sezonu. Najwyraźniej tak było mi dane, a póki co już w poniedzialek wracam do Polski, męża, domu, rodziny, znajomych, więc mimo kontuzji czeka mnie wspaniały okres wśród najbliższych mi osób, z czego sie bardzo cieszę:)

Dziekuje wszystkim za wsparcie i trzymanie kciukow, nie udało sie teraz to uda sie poźniej:) 

 

Jadę dalej, ale co to za jazda...Etap V

Opuchlizna nieco mniejsza, kolanko ciut lepiej sie zginało, jednak świadomość że cały czas nie wiem dokładnie co z nim jest była straszna, musiałam być ostrożna. Kolejny etap udało sie skończyć, choć nie jest to super zadowalające, bo póki co zamiast walczyć o dobrą lokatę na mecie to walczę o kontynuacje wyścigu, licząc, że w miedzy czasie zdąży się kolano trochę zregenerować i zdołam pojechać jakiś etap przyzwoicie. Przy każdym mocniejszym nacisku, odczuwałam ból w kolanie, wiec automatycznie luzowałam.. do mety dojechałam z duża stratą czasowa, no ale były momenty ze jednak myślałam ze sie wycofam. 

 

Walka o następny .... Etap IV

Gdy tylko rano otworzyłam oczy, popatrzyłam na moje kolanko, jak wygląda i stwierdziłam, że podobnie jak wczoraj, jednak w lepszym stanie, bo mogłam troszkę zginąć nogę, co nastawiło mnie pozytywnie, ze może uda sie kontynuować Giro. Mimo tego, że po wczorajszym delikatnym masażu, maser powiedział Dianie i mi, że według niego dziś nie będę w stanie startować.

Więcej…

 

kolejna kraksa - III etap Giro

Jak dobrze idzie lepiej nie dać sie ponieść fantazji, nawet jak sie uważa, że sie ma dobrą technikę, ja tak zrobiłam i źle skończyłam. Tuz po połowie dystansu był ostry zakręt w lewo, na którym nieco mnie wyniosło na zewnętrzną, gdzie była studzienka, piachem no i wyłożyłam sie solidnie udeżajac jeszcze w betonowe ogrodzenie! Pozbierałam sie jednak i ukończyłam czasówke.

Więcej…